MSZA ŚW. JEST NAJPEWNIEJSZEM WYBAWIENIEM DUSZ CZYŚĆCOWYCH.

Trudno pojąć, jak bolesne męczarnie cierpieć muszą biedne dusze w czyścu; kiedyś zapewne doświadczymy tych mąk na sobie, na nieszczęście nasze. Nie wypowiadam zdania własnego, ale dowodzę słowy Ojców świętych, a nasamprzód św. Augustyna: „Ten sam ogień czyścić będzie wybranego i tenże męczyć potępionego. Ogień ten gorętszy jest od wszystkiego, co na tym świecie widzieć, pomyśleć i uczuć można”134). Gdybyśmy oprócz tego świadectwa żadnego innego nie mieli o gwałtowności ognia czyścowego, już toby wystarczało, żebyśmy zrozumieli okropność męczarni czyścowych, i lękali się ich przez całe życie nasze.
Święty Augustyn wszakże, chcąc nam je wyobrazić jeszcze dobitniej, tak mówi dalej: „Chociaż ten ogień nie jest wieczny, pali jednak dziwnym płomieniem, ponieważ wszelkie przewyższa boleści, jakiekolwiek wycierpiał kto na tym świecie. Nigdy takich męczarni dla ciała ludzkiego nie wymyślono, chociaż święci męczennicy niesłychane znosili
okrucieństwa”. Zastanów się nad temi słowami św. Augustyna, czytaj w Żywotach Świętych męczenników, jakie cierpieli katusze, a z łatwością wniosek wyprowadzisz, że męki czyścowe są okropne i nieznośne.
Ale nietylko św. Augustyn tak naucza. Przytoczę ci innych Ojców św., tak samo twierdzących. Św. Cyryl, patrjarcha aleksandryjski uczy: „Każdy człowiek żyjący, powinien pragnąć ponieść raczej wszystkie męczarnie aż do końca świata, niż jeden dzień pozostać w czyścu135). O Boże, jakże nieznośne będą męki w czyścu, kiedy biedna dusza w jednym dniu więcej wycierpieć musi, aniżeli człowiek mógłby wycierpieć aż do dnia sądnego. Św. Tomasz z Akwinu, pisze: „Jedna iskierka ognia czyścowego więcej dokucza, aniżeli najsroższe męczarnie tego życia”136). O, co za straszne słowa! O Boże! jakże wytrzymać zdołamy nędzni grzesznicy, kiedy po śmierci strąceni będziemy w płomienie czyścowe? O jakież czekają nas wtedy męczarnie w potoku ognistym, kiedy ani świętymi, ani doskonałymi nie jesteśmy, ale pełni złych pożądliwości!

Wiele innych zdań Ojców św. moglibyśmy tu przytoczyć, lecz poprzestanę na św. Bernardynie, który tak powiada: „Pomiędzy naszym ogniem naturalnym a czyścowym taka jest różnica, jak pomiędzy ogniem malowanym a prawdziwym”. W żywocie św. Magdaleny de Pazzis, która
często widywała ogień czyścowy, a w nim ujrzała swego brata, te czytamy jej słowa: „Wielki ogień ziemski nie inaczej da się porównać z ogniem czyścowym, jak uwięzienie w rozkosznym ogrodzie, a uwięzienie w ogniu!”
Nigdzie takiego porównania nie znalazłem, ani nie czytałem, dlatego mnie i wszystkim czytelnikom pewnie zdawać się może dziwnem, ponieważ w osobliwy sposób maluje gwałtowność ognia czyścowego.
Stąd dla nas żyjących ta nauka, abyśmy za grzechy nasze pokutowali na tym świecie, żebyśmy w czyścu nie musieli pokutować za nie; również powinny nas słowa powyższe pobudzić do serdecznej litości ku biednym duszom
czyścowym, które w tem więzieniu ognistem tak wielorakie i tak okropne znosić muszą męczarnie. Różne wprawdzie są środki ku wspomaganiu dusz
cierpiących i wyzwoleniu ich z mąk czyścowych, lecz nie ma nic skuteczniejszego nad ofiarę Mszy św. O tem świadczy Kościół katolicki na Soborze Trydenckim, gdzie te słowa ogłosił: „Sobór św. uczy, że jest czyściec, i że duszom tam zatrzymanym, modlitwy błagalne wiernych pomoc przynoszą, największą zaś ofiarowanie Mszy św.”137). Ta jest
nauka Kościoła św. i artykuł wiary, nikomu przeto nie wolno go zaprzeczyć. Z niego jasno poznajemy, że duszom czyścowym ofiarowaniem Mszy św., najskuteczniejszą ulgę sprawić możemy. To samo uczył już dwieście lat wprzódy święty doktór anielski, Tomasz z Akwinu: „Niema innej
ofiary, przez którą dusze rychlej wybawione być mogą z czyśca nad ofiarę Mszy świętej”138).
Przyczyna jest ta, że we Mszy św. nie tylko kapłan i wierni tam obecni błagają Pana Boga o wybawienie dusz, ale ofiarują Mu także zapłatę na spłacenie reszty ich długów, dłużnik nie tyle wskutek próśb za nim zaniesionych uzyska swą wolność, ile wskutek zapłacenia długu przez kogoś
innego. Dusze cierpiące w czyścu nie są przedmiotem gniewu Bożego, lecz są w łasce Boskiej; albowiem gniew Boży przebłagany żalem i spowiedzią, a tylko za długi swoje jeszcze nie wypłacone sprawiedliwości Boskiej i za lekkie zmazy grzechowe, któremi jeszcze są zbrudzone, pozostają
do czasu w tej ciemnicy ognistej. A tymi długami są wszelkie krzywdy bliźniemu wyrządzone na jego mieniu, dobrej sławie, na ciele i duszy, wszelkie zgorszenia, nienawiści i różne inne grzechy, które wynagrodzenia,
pojednania się i naprawy złego wymagają. Jeżeli litością zdjęty, gorąco modlisz się za takiemi duszami i darujesz im tym sposobem zasługi twej modlitwy, spłacasz wprawdzie nieco z ich ciężkich długów, ale trudno ci będzie uwolnić je od bolesnych męczarni, albowiem sam Sędzia najwyższy
taki wydał wyrok i rzekł: Zgódź się z przeciwnikiem twoim rychło, by cię snać przeciwnik twój nie podał sędziemu, a byłbyś wrzucon do ciemnicy. Zaprawdę powiadam ci, nie wynijdziesz stamtąd, aż oddasz ostatni pieniążek (Mat. 5, 29). — Z tych słów Chrystusa Pana rozważ sobie, jak
surowym jest sam Pan nasz, bo nawet słudze swemu, który Mu tysiąc złotych dłużny będąc, wszystko spłacił prócz jednego szeląga, przecież tego jednego szelążka podarować nie chce. Jeżeli więc, słuchając Mszy św. za duszę cierpiącą, ofiarujesz ją sprawiedliwemu Bogu, spłacasz zawsze
znaczną część z długu tych biednych dusz uwięzionych. Ile kar spłaca jedna Msza św., niewiadomo nam, ponieważ tego Pan Bóg nie objawił. To jednak rzeczą jest pewną, że jedna Msza św. za życia odprawiona albo słuchana, daleko więcej pomoże i więcej kar odpłaci, jak Msza św. odprawiona za duszę człowieka po jego śmierci. Na dowód tego uczony Fornerus przyłącza następujące słowa św. Anzelma: „Jedna Msza św. za życia słuchana więcej pomoże, jak wiele Mszy św. odprawionych po śmierci”. Posłuchaj dlaczego139).

Po pierwsze: Kto za życia zamówi za siebie Mszę św., byleby był w stanie łaski, wolny będąc od grzechu śmiertelnego, pomnaża przez nią chwałę swą niebieską, czego po śmierci nabyć nie może, choćby po jego zgonie i sto Mszy św. było za niego odprawionych lub słuchanych, ponieważ po śmierci już jest poza czasem, w którymby zasługi sobie mógł zbierać.
Powtóre: Jeżeli za życia wysłuchasz Mszy św. albo ją zamówisz, choćbyś był w stanie niełaski Boskiej, jeszcze może ci Pan Bóg dać z miłosierdzia swego łaskę rozpoznania twych grzechów, żalu za nie i odzyskania tym sposobem utraconej łaski. Po śmierci zaś, już tej łaski dostąpić nie możesz. Gdybyś nawet był konającym, nie będąc w stanie łaski Boskiej, jeszcze Msze św. słuchane i zamówione tyle ci wyjednają, że możesz umrzeć w łasce
Boskiej. Msze bowiem, które słuchałeś, albo zamówiłeś, czekają za tobą po śmierci, idą z tobą na sąd, wołają o miłosierdzie dla ciebie i od czyśca albo cię uchronią, albo złagodzą przynajmniej twe kary i skrócą je. Gdyby zaś
dopiero po twej śmierci Msze św. były za ciebie odprawiane, wtedy czekać za niemi będziesz w ciężkich mękach czyścowych.
Po trzecie: Kiedy za życia dasz na Mszę św., jałmużnę, ujmujesz sobie w tym celu trochę mienia, oddając je dobrowolnie jako ofiarę błagalną Bogu najwyższemu. Po śmierci zaś już z nich takiej ofiary uczynić nie możesz,
ponieważ już one nie należą do ciebie, ale do twych spadkobierców. Przeto obawiać się trzeba, że Pan Bóg mało ci wynagrodzi za to, co kto inny po twej śmierci uczyni dla ciebie, albo i nie uczyni, bo komuż nie wiadomo, jak mało
spadkobiercy troszczą się o zbawienie duszy swych dobroczyńców! Wreszcie i na to uważać powinniśmy, że jedna Msza św. za życia wysłuchana lub zamówiona na naszą intencję, więcej kar odpłacić może, jak wiele Mszy św. po naszej śmierci, bo na tym świecie jest dla nas czas
łaski, na tamtym zaś czas nagrody albo kary, daleko łatwiej tobie przebłagać teraz surowego Sędziego, aniżeli po śmierci. Św. Bonawentura mówi: „Bóg wyżej ceni małą pokutę dobrowolną, na tym świecie, jak cięższą a niedobrowolną w tamtem życiu: jak kruszyna złota, większą
ma wartość od bryły ołowiu”140). Ile kar czyścowych gładzi jedna Msza św., niewiadomo, to tylko wiemy z nauki Kościoła św., że szczególnie ofiarą
Mszy św. dopomódz możemy duszom w czyścu cierpiącym. O! gdybyśmy widzieli, jakiego pokrzepienia dostępują te dusze przez Mszę św., jakżeby nam pilno było, z poczucia miłości bliźniego postarać się o Msze św. dla nich? A jeżeli ani jednej Mszy św. za nie zamówić nie możesz, słuchaj
przynajmniej wiele Mszy św. za nich, proś twych przyjaciół, żeby jednej lub kilku Mszy dla nich wysłuchali, ponieważ przez nią łatwo wybawione być mogą. — Taką radę dał ojciec Tamburinus ubogiej wdowie, która żaliła się przed nim, że ani jednej Mszy św. zamówić nie może za duszę
swego męża. Odpowiedział jej: „A więc słuchaj wiele Mszy św., ofiarując je za biedną duszę twego męża”. Tę radę i ja zalecam wszystkim ludziom ubogim, nie będącym w możności zamówić Mszy św., bo lubo większe ma znaczenie Msza zamówiona, jak tylko słuchana, sprawia jednak ulgę
biednej duszy, Msza św. za nią ofiarowana i najświętsza Krew Zbawiciela za nią przelana.
O skróceniu cierpień dusz czyścowych przez ofiarowanie Mszy św., wiele nam Ojcowie św. i uczeni teologowie przykładów podali. My je tu przytoczymy: Czytamy w Żywotach Świętych, że za czasów świętego
Bernarda, opata klerwalskiego, umarł był zakonnik, który w następnej nocy pokazał się pewnemu zakonnikowi sędziwemu i rzekł do niego: „Chodź ze mną i patrz, na jakie skazany zostałem męki, za sprawiedliwym wyrokiem
Boskim”. Poczem zaprowadził go do studni ognistej, bardzo przestronnej i głębokiej i rzekł: „Patrz, w tę studnię straszliwą często wrzucon jestem”. Nazajutrz rano zakonnik ten, opowiedział to św. Bernardowi, który wszystkich swych braci zwoławszy na kapitułę, opowiedział im męki zmarłego brata i usilnie im zalecił, żeby modlitwami swemi i
odprawianiem Mszy św. przejednali gniew Boży i biedną duszę zakonnego brata wybawili. Skoro Ojcowie bardzo pobożnie wszystko to wypełnili, pokazała się po kilku dniach dusza nieboszczyka sędziwemu ojcu we śnie po raz drugi, a z wesołego jej oblicza mógł on się domyśleć, że już
wiecznej zażywa szczęśliwości. Na zapytanie jego: „Jakże teraz jest z tobą?” odpowiedziała dusza: „Bogu dzięki! teraz jestem szczęśliwą”. Starzec pytał się dalej: „I cóż cię wybawiło?”. Wtedy zaprowadziła go dusza do klasztornego kościoła, w którym wiele było ołtarzy z księżmi przy nich
stojącymi i pobożnie Msze św. odprawiającymi. Wtedy duch osobliwsze te wyrzekł słowa: „Patrz! oto są oręże łaski Boskiej, które mnie wybawiły! ta jest moc miłosierdzia Bożego, nieprzezwyciężona; ta jedyna Ofiara, która gładzi grzechy świata. Powiadam ci zaprawdę, że tym orężom łaski
Boskiej, tej mocy miłosierdzia Bożego i tej Ofierze zbawiennej dobroci Bożej nic oprzeć się nie zdoła, chyba serce pokutą gardzące, a zatem niepoprawne”. Po tych słowach dusza zniknęła, a starzec przebudził się ze snu. Nazajutrz opowiedział braciom zakonnym wybawienie
duszy i wielką moc ofiary Mszy św., którą mu nieboszczyk wytłómaczył i we wszystkich ojcach nową obudził gorliwość do pobożnego odprawiania Mszy świętej. Z przykładu tego widzimy zarazem, że chociaż święty
Bernard i jego bracia zakonni nie tylko Msze św. odprawiali za tę duszę, ale i wiele psalmów i modlitw odmówili i zapewne inne także uczynki pokutne wykonali, dusza jednakowoż o nich wzmianki nie czyni, ale łaskę swego
wybawienia przypisuje tym Mszom św. za nią odprawionym, jako o najskuteczniejszym ratunku. Osobliwsze także jest zdarzenie, którego opis czytamy w żywocie św. Bernarda o jego ojcu, który będąc notarjuszem,
pragnął zostać Kartuzem, lecz namówiony do stanu małżeńskiego miał potem syna, św. Bernarda, który w 17 roku życia wbrew woli rodziców został Dominikanem. W kilka lat później ojciec zachorował niebezpiecznie, a św. Bernard wiernie się nim zajmował i aż do jego zgonu tak
gorliwe czynił zabiegi o zbawienie duszy jego, że się spodziewał, iż jego ojciec pobożny dostał się wprost do nieba. Polecając duszę jego Panu Bogu, widział ją jednak w duchu, w czyścowym ogniu i usłyszał ją żałośnie wołającą stamtąd o ratunek. Ta bolesna postać ojca i jego jęki
żałosne przesuwały mu się we dnie i w nocy przed oczyma, i tak zraniły jego czułe serce synowskie, że rozchorował się ze zmartwienia. Pragnąc ojcu dopomódz, nie przestawał wypełniać uczynków pokutnych, pościł prawie codziennie, używał często tylko chleba i wody, biczował się co noc aż do krwi, jak najczęściej odprawiał Mszę św. za jego
wybawienie, o co prosił i swych braci zakonnych, i ustawicznie błagał Boga; a przecież wszelkimi tymi uczynkami pokutnymi tyle tylko wyżebrać zdołał od sprawiedliwości Boskiej, że dusza jego ojca dopiero po
ośmioletnich mękach wyjść mogła z ognia czyścowego. Wtedy wybawiona pokazała mu się, dziękowała mu serdecznie za wyświadczoną pomoc i miłość gorliwą, oświadczając mu zarazem, że jeszcze wiele lat cierpieć
byłaby musiała w czyścu, gdyby nie był tyle czynił dla niej. To nam niech służy za przestrogę, że kiedy mąż tak pobożny, tyle lat jęczeć musiał w czyścu, zanim go świątobliwy syn wielu Mszami św. i ostrymi uczynkami
pokutnymi wybawił, jakie nas czekają kary w życiu przyszłem, nas niedbałych o zbawienie duszy! Ucz się stąd i ty, abyś się modlił za zmarłych twych krewnych i znajomych, a nie myślał, że już są w niebie;
albowiem wejście do niego nie tak łatwe, jak się nam zdaje. Szczególną jest pociechą duszom w czyścu cierpiącym, ofiarowanie za nie Krwi najświętszej we Mszy św. Kiedy bowiem przenajdroższa Krew Pana Jezusa po raz pierwszy przelaną była na krzyżu, wybawiła wszystkie dusze z
więzienia czyścowego, jak o tem świadczy Zacharjasz prorok: Ty zaś we krwi Przymierza twego wypuściłeś więźnie twoje z dołów (Zachar. 9, 11). Temi słowy wyrazić chciał prorok, że ogólne wybawienie swoje, zawdzięczają dusze przelanej Krwi Chrystusowej. A cóż dopiero powiedzieć o mocy Mszy św., w której ta Krew najświętsza nowego i wiecznego Testamentu, zawsze bywa przelewaną na odpuszczenie grzechów naszych. Bezwątpienia ma Ona moc pokrzepienia dusz, oczyszczenia i wybawienia ich. Żadna ochłoda tyle nie orzeźwi leżącego w gorączce, ile
najdroższa Krew Jezusa Chrystusa ochłodzi i orzeźwi, wylana we Mszy św. duchownym sposobem na dusze cierpiące.
Czytamy o tem w żywocie błogosławionego Dominikanina Henryka Suso141), który pobierając nauki w Kolonji z przyjacielem, zakonnikiem także, taką zawarł ugodę, że który z nich drugiego przeżyje, za zmarłego odprawi kilka Mszy św. Po ukończonych naukach Suso pozostał w Kolonji,
przyjaciela zaś jego posłano do Bawarji, gdzie w kilka lat później umarł i ojca Suso wnet zawiadomiono o jego śmierci. Ten wprawdzie pamiętał o swem zobowiązaniu, lecz tyle miał do odprawiania Mszy św., że przyrzeczonych zaraz odprawić nie mógł. Jednak modlił się wiele za tę
duszę, pościł ostro i inne wypełniał uczynki pokutne dla jej zbawienia. Po kilku dniach pokazał mu się zmarły przyjaciel w postaci bardzo smutnej, i tak go wystraszył, że drżał na całem ciele. Nieboszczyk poważnie do niego przemówił: „Przyjacielu niewierny! tak to dotrzymujesz obietnicy
twojej?” Przestraszony ojciec Suso odrzekł mu na to: „Nie bierz za złe drogi mój przyjacielu, żem dla przeszkód odprawić nie mógł Mszy świętej, lecz natomiast modliłem się wiele za ciebie, pościłem i wiele spełniłem uczynków pokutnych”. Nieboszczyk zaś odrzekł: „Modlitwa twoja, choć Bogu miła, niema tyle mocy, aby mnie z mąk wybawiła, Krwi nam potrzeba, nam duszom dręczonym, Krwi Jezusa Chrystusa, we Mszy św. za nas przelewanej i ofiarowanej, bo ta nas z męczarni czyścowych wybawi. Gdybyś był odprawił za mnie obiecane Msze św., jużbym wyszedł z więzienia ognistego, czego nie dotrzymałeś, winien jesteś, że dotąd w niem goreję”. Poczem nieboszczyk znikł, a ojciec Suso pobiegł do swego przeora, prosząc o zwolnienie go od Mszy św., do których się był zobowiązał, a otrzymawszy jego pozwolenie, gdy w następnych dniach Msze św. odprawił za duszę swego przyjaciela, miał drugie widzenie nieboszczyka, który oświadczył mu, że jest teraz z czyśca wyzwlony i za niego w niebie modlić się będzie. Z tego przykładu bierz sobie naukę, żebyś we Mszy świętej,
której słuchasz za dusze w czyścu cierpiące, zawsze ofiarwał Krew najświętszą Chrystusa Pana za nie przelaną, albowiem przez nią pocieszysz je i pokrzepisz. A dla zachęcenia cię do gorliwszego słuchania Mszy św. lub do zamawiania jej za dusze zmarłych, dodam jeszcze, co w tym względzie wyrzekł doktór Kościoła, św. Hieronim: „Dusze w czyścu cierpiące, za które kapłan modli się podczas Mszy św., nie cierpią mąk dopóki trwa Msza św.”142). Podobnie wyraża się także św. Grzegorz: „Męki dusz zmarłych, za
które Msza św. się odprawia, i za które kapłan podczas niej osobno się modli, bywają im odpuszczane lub skracane”143). Nakoniec dołączamy tu następujący opis prawdziwego zdarzenia, które miało miejsce w 1858 r.
W mieście P. żyła dziewczyna Marjanna B.; była to szwaczka pobożna i cnotliwa, i dla tego powszechnie poważana i kochana. Do najmilszych jej praktyk religijnych należało, że co miesiąc zamawiała Mszę św. na intencję tej duszy w czyścu; której czas wyzwolenia z mąk według rozprządzenia
Boskiego był najbliższy. Jak Pan Bóg właśnie ludzi cnotliwych nawiedza, aby doświadczyć ich wytrwałości, tak też i u tej duszy pobożnej nie odbyło się bez dni dolegliwości. Wpadła w ciężką chorobę, która ją cały rok trzymała w łóżku; wreszcie odzyskała zdrowie, ale wskutek tak długiej choroby postradała wszystkich klientów, którzy jej robotę dawali; nie było więc innego sposobu jak szukać służby. Temi myślami zakłopotana pobiegła w pierwszym dniu swego wyjścia do kościoła. Po drodze przypomniała
sobie z żalem serca, że w czasie choroby zaniedbać musiała Mszy św. na intencję dusz czyścowych. Cóż miała czynić w smutnem swem położeniu? Wszystkie swe pieniądze oszczędzone spotrzebowała na chorobę; jednego tylko franka miała w kieszeni. Mogła więc jeszcze zamówić Mszę św., lecz wtedy pozostałaby bez grosza, bez chleba, a już głód począł jej dokuczać. Lecz pomyślała sobie: biednym duszom w czyścu większe dokuczają męczarnie; to też po chwili wahania się, przemogła miłość w jej sercu i Marjanna nie cofnęła się przed nową ofiarą, owszem polecając się
całkiem Opatrzności Boskiej, weszła do kościoła, zamówiła Mszę św., podług swej intencji u księdza, który właśnie ubierał się do Mszy św. w zakrystji, pobożnie jej wysłuchała i w niej komunikowała na intencję duszy, którą z
czyścowych mąk wybawioną mieć pragnęła. Opuściwszy kościół, poszła odwiedzić swą przyjaciółkę, u której spodziewała się znaleźć pociechę, radę i pomoc. Wtem zastąpił jej drogę młodzieniec szlachetnej postawy i łagodnego oblicza, pozdrowił ją uprzejmie i rzekł: „Szukasz umieszczenia za służącę, nie prawdaż”? „Tak jest panie”, odrzekła Marjanna, zmieszana tem zapytaniem, „i dziwno mi jest, że nie znając pana, słyszę od niego rzecz, której nikomu jeszcze nie powierzyłam”. — „Mniejsza o to”, odpowiedział nieznajomy, „idź na ulicę i do domu (który jej wymienił), tam znajdziesz niewiastę, u której przyjąć możesz służbę i gdzie będziesz szczęśliwą”. Nie czekając odpowiedzi znikł, z wdzięcznym ukłonem żegnając ją.
Zdumiona Marjanna, niebawem pobiegła mimowoli na miejsce wskazane. Stanąwszy w bramie wspaniałej kamienicy, zapewniła się, że jest na wskazanem miejscu, weszła na schody wysłane dywanami i we drzwi zadzwoniła. Zacna jakaś matrona wpuściła ją do mieszkania, gdzie
Marjanna opowiedziała po co przybyła. „Prawda, że potrzebuję służącej, odrzekła ta pani, lecz powiedz mi, skąd wiesz o tem? Wczoraj wieczorem dopiero oddaliłam służącę dla słusznego powodu, o czem z nikim jeszcze nie rozmawiałam i właśnie wyjść chciałam by postarać się o inną; przeto nie mogę pojąć, od kogo dowiedzieć się mogłaś o tym wypadku”. Poczciwa Marjanna opowiedziała pani, jakie miała spotkanie z młodzieńcem i jak z zaufaniem poszła za jego radą. Wprowadzona potem przez panią do
pokoju, spostrzegła tam portret jakiegoś młodzieńca i zawołała zdziwiona: „Pani! toć to ten dobry pan, który mnie tu przysłał. Poznaję jego postać i ten wyraz dobroci, którego nigdy nie zapomnę”. Na te słowa zbladła pani X., padła ze łzami na krzesło i rzekła: „Co ty mówisz, ten portret wyobraża mego syna, którego utraciłam przed czterema laty!” Wtedy Marjanna
od razu poznała cudowną dla niej dobroć Boga, upadła do nóg biednej matce łzami zalanej i z rzewną otwartością wyznała jej wszystko, co jej zdarzyło się tego rana, o swej chorobie, o ostatnim franku, o swej walce wewnętrznej: czy ma oddać ten pieniądz na ofiarę Mszy św. za duszę, która
zbawienia najbliższa, o spotkaniu młodzieńca i t. d. Biedna matka, drżąca od wrażeń smutnych i miłych, uścisnęła Marjannę, wołając: „O pobożna dziewczyno! tobie zawdzięczam wybawienie mego syna. Umarł on przed
czterema laty, a z tak pobożnem zdaniem się na wolę Bożą, że byłam pewna, iż wkrótce dostał się do nieba. Lecz bez ciebie może długo jeszcze byłby cierpiał w czyścu. Tobie więc zawdzięczam szczęście, którego syn mój już teraz zażywa w niebie. On to przysłał ciebie do mnie. Niech Panu
Bogu będzie chwała nieskończona! Odtąd już na zawsze zostaniesz u mnie, ale nie jako sługa, lecz jako moja kochana przyjaciółka, siostra”.
Tak zatem miłość tej biednej dziewczyny ku duszom w czyścu cierpiącym, już tu na ziemi odebrała nagrodę.

Dowiedzieliśmy się o tem zdarzeniu z ust czcigodnego księdza, któremu to Marianna B. opowiedziała sama.

Inne artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.